7 lip 2026
Instrumenty

Suka biłgorajska: zapomniany polski instrument, który wraca do życia

Suka biłgorajska to archaiczny polski instrument smyczkowy z Lubelszczyzny, grany techniką paznokciową.

Redakcja · 7 lipca 2026
A musician in traditional attire plays the violin passionately during a performance.
Fot. Zsolt Bodnár / Pexels · Pexels License

Suka biłgorajska to archaiczny polski instrument smyczkowy z Lubelszczyzny, grany techniką paznokciową, która nadaje mu charakterystyczne, ekspresyjne i jazgoczące brzmienie — instrument, który pod koniec XIX wieku praktycznie zniknął z użytku, aby dziś przeżywać renesans na scenie muzyki tradycyjnej.

Czym jest suka biłgorajska i skąd pochodzi jej nazwa?

Instrument przypomina wyglądem skrzypce, ale ma bardziej archaiczną i masywną formę. Przez wieki był ważną częścią polskiej codzienności muzycznej, szczególnie na Lubelszcczyźnie, gdzie rodziła się z potrzeb wspólnot wiejskich i spotkań ludzi.

Nazwa instrumentu brzmi nieoczywista, ale kryje się za nią wiejska tradycja humorystycznych nazw. Jak wyjaśnia Karolina Matuszkiewicz, skrzypaczka i multiinstrumentalistka, która zdobyła Grand Prix konkursu muzyki folkowej Nowa Tradycja: na kontrabas mówiono, że ktoś gra na beczce, na akordeon — że na świni, a na skrzypce — że na psach. Na sukę biłgorajską mówiono, że ktoś gra na sukach. Z opisów wynikało, że miała jazgoczące brzmienie i grywano na niej podczas najbardziej kulminacyjnych punktów imprezy.

Jak się gra na sukę biłgorajską?

Technika gry na tym instrumencie jest kluczowa dla jego charakterystycznego brzmienia. Zamiast tradycyjnego sposobu gry opuszką palca, na sukę biłgorajską gra się techniką paznokciową — skracając struny paznokciem. To właśnie ten sposób gry uwypukla ekspresyjne i niepowtarzalne brzmienie instrumentu, które na początku może wydawać się jazgoczące i trudne do opanowania.

Karolina Matuszkiewicz wspomina, że kiedy po raz pierwszy wzięła instrument do ręki, zupełnie jej nie urzekł. “Wszystko jęczało, skrzeczało i trzeszczało. To było brzmienie, którego wcześniej nie znosiłam. Pamiętam, że aż bolały mnie uszy, bo nie potrafiłam wydobyć ładnego dźwięku. Dopiero po prawie dwóch latach coś się zmieniło” — relacjonuje artystka.

Droga Karoliny Matuszkiewicz do suki biłgorajskiej

Historia Karoliny pokazuje, jak współczesny muzyk odkrywa wartość tradycyjnych instrumentów. Jej przygoda z muzyką zaczęła się od skrzypiec, które dostała po dziadku, który grywał na wiejskich imprezach. Muzyka stała się dla niej sposobem na przeżycie trudnego okresu dzieciństwa — kiedy miała sześć lat, zachorował jej brat, a niedługo później zmarł. Ojciec wysłał ją do szkoły muzycznej.

“Nie chodziłam do psychologa, nie miałam z kim przepracować tej straty. Muzyka wypełniła pustkę. Dzięki niej stworzyłam mój własny świat. Chodziłam do szkoły muzycznej nie po to, żeby pograć, tylko dlatego, bo czułam się tam zrozumiana przez środowisko” — wspomina.

Jej fascynacja nie skupiała się jednak na samej grze, lecz na barwie dźwięku. Już jako dziecko szukała łagodności i delikatności w brzmieniu, co ją przyciągało bardziej niż precyzja i perfekcjonizm muzyki klasycznej.

Od muzyki klasycznej do folkloru — przełom w myśleniu

Przełomowy moment przyszedł, kiedy Karolina dołączyła do Zespołu Pieśni i Tańca Nowa Ruda w Słupcu w Kotlinie Kłodzkiej. Choć był to folklor stylizowany, okazał się dla niej odskocznią od muzyki klasycznej.

“Nagle pojawiła się praca zespołowa. Zaczęłam czuć, że nawet jeśli zagram złą nutę, nic się nie stanie. To mnie uwolniło z perfekcjonizmu. Nie każda nuta musiała wybrzmieć idealnie. Liczyły się energia, wspólne muzykowanie i zwykła radość z grania” — wspomina.

Ta zmiana perspektywy była kluczowa. Muzyka tradycyjna zachwyca czymś innym niż klasyka — żywiołowością i spontanicznością, przypominając, że dźwięk rodzi się ze spotkania tu i teraz.

Rola mentorów: Maria Pomianowska i Agrafka Muzyczna

Ważną rolę w odkryciu przez Karolinę świata tradycyjnych instrumentów odegrały osoby, które pokazały jej, że muzyka tradycyjna nie jest zamkniętym rozdziałem historii, lecz żywą opowieścią. Kiedy miała trzynaście lat, trafiła na warsztaty w ramach programu Agrafka Muzyczna, gdzie poznała muzyków grających na różnych instrumentach — nie tylko smyczkowych czy dętych, ale też na gitarze klasycznej, akordeonie guzikowym czy harfie.

“Te warsztaty były inne niż wszystkie. Nie skupiały się tylko na graniu. Organizatorzy chcieli pokazać cały wachlarz sztuki. Mieliśmy flamenco, tango, oglądaliśmy filmy związane z muzyką, uczyliśmy się improwizacji. To była nauka muzycznej wrażliwości i poznawanie różnych muzycznych światów” — opowiada.

Osób, które odegrały szczególną rolę, była Maria Pomianowska — wybitna instrumentalistka, badaczka i jedna z najważniejszych popularyzatorek suki biłgorajskiej oraz fideli płockiej. To spotkanie otworzyło przed Karoliną nowe spojrzenie na muzykę tradycyjną.

Przełom: zespół T/Aboret i własny muzyczny język

Chociaż fascynacja muzyką tradycyjną dojrzewała w Karolinie stopniowo, sama suka biłgorajska wcale nie skradła jej serca od pierwszego spotkania. Wręcz przeciwnie — początki tej relacji okazały się trudne. Przełom przyszedł wtedy, gdy zaczęła szukać własnego muzycznego języka.

“Założyłyśmy z Natalią Czekałą zespół T/Aboret i nagle pojawił się konkretny cel” — relacjonuje. To pokazuje, że instrument nie narzuca pośpiechu ani nie wymusza popisu. Zamiast tego zapraszają do uważnego słuchania i głębokich emocji.

Co to oznacza dla współczesnych muzyków?

Historia Karoliny Matuszkiewicz i jej droga do suki biłgorajskiej pokazuje, że dawne instrumenty polskie mają wiele do powiedzenia współczesnemu słuchaczowi. Nie chodzi tu o nostalgię czy historyczne rekonstrukcje, lecz o odkrycie żywego, ekspresyjnego narzędzia, które pozwala na autentyczne, emocjonalne wyrażenie siebie.

Suka biłgorajska — instrument, którego nazwa wzbudza uśmiech i zdziwienie — jest dowodem, że polska tradycja muzyczna kryje skarby czekające na odkrycie. Dla muzyków szukających alternatywy dla klasycznego szkolenia, dla tych, którzy chcą grać ze spontanicznością i żywiołowością, instrument ten otwiera nowe możliwości. Grand Prix konkursu Nowa Tradycja dla Karoliny Matuszkiewicz, przyznane za “wirtuozerię, duchową głębię i niezależność myślenia”, potwierdza, że suka biłgorajska nie jest reliquią przeszłości, ale żywym, rozwijającym się medium artystycznego wyrażenia.

Najczęstsze pytania

Czym jest suka biłgorajska i jak się ją gra?

Suka biłgorajska to archaiczny polski instrument smyczkowy z Lubelszczyzny, przypominający wyglądem skrzypce, ale o bardziej masywnej i archaicznej formie. Gra się na niej techniką paznokciową — skracając struny paznokciem zamiast opuszką palca — co wydobywa charakterystyczne, ekspresyjne i jazgoczące brzmienie.

Dlaczego instrument ma taką dziwną nazwę?

Nazwa pochodzi z tradycji wiejskiej, gdzie codzienne przedmioty i instrumenty otrzymywały humorystyczne nazwy zwierząt. Na sukę biłgorajską mówiono, że ktoś gra na sukach ze względu na jej jazgoczące brzmienie, podobnie jak na kontrabas mówiono beczka, a na akordeon świnia.

Czy suka biłgorajska jest jeszcze grana dzisiaj?

Tak, instrument przeżywa renesans dzięki współczesnym muzykom tradycyjnym. Karolina Matuszkiewicz, skrzypaczka i multiinstrumentalistka, zdobyła Grand Prix konkursu Nowa Tradycja za grę na tym instrumencie, a Maria Pomianowska jest jedną z głównych popularyzatorek suki biłgorajskiej i fideli płockiej.

Jak długo trwa nauka gry na sukę biłgorajską?

Przełom w grze przychodzi stopniowo — Karolina Matuszkiewicz wspomina, że dopiero po prawie dwóch latach intensywnej pracy udało jej się wydobyć ładny dźwięk i znaleźć własny muzyczny język na instrumencie.

Jaka jest różnica między grą na sukę biłgorajską a na skrzypce klasyczne?

Skrzypce klasyczne wymagają precyzji, dyscypliny i perfekcjonizmu, podczas gdy suka biłgorajska zapraszająca do spontaniczności, żywiołowości i intymności brzmienia. Instrument nie narzuca pośpiechu ani popisu, lecz wymaga wrażliwości na barwę dźwięku i techniki paznokciowej.

Na podstawie: Więź. Tekst opracowany redakcyjnie.